Zorganizuj swój dzień z własnym plannerem... |DIY

Zorganizuj swój dzień z własnym plannerem… |DIY

Nie jestem w stanie zliczyć, ile kalendarzy przewinęło się przez moje dłonie. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe do policzenia, jakby się wydawało, ponieważ kiedyś potrafiłam dwa, a nawet trzy razy zmieniać swoją organizującą życie książeczkę. Takie są skutki bycia gadżeciarą materiałów biurowych i wszelkiej maści zeszytów, notatników, itp. Nie zmienia jednak faktu, że kalendarz był ze mną odkąd pamiętam i nie wyobrażałam sobie bez niego dnia. Do pewnego słonecznego kwietniowego dnia…

_DSC11891

Moja przygoda z plannerami rozpoczęła się od przypadkowych odwiedzin na fanpagu Madama. Zakochałam się w ich wersji rocznego organizera, które możecie podziwiać (i kupić) na Happy Planner. Postanowiłam sobie, że pod koniec roku kupię sobie egzemplarz w nagrodę za wypełnienie postanowień. I to z całym pakietem naklejek, które niedawno wypuścili. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie zaczęła mimowolnie w głowie projektować własną uproszczoną wersję. Traf chciał, że podczas odwiedzin w pobliskim chińczyku, przypadkiem natknęłam się na coś, co mogłoby aspirować do bycia plannerem. Okładka była straszna i miałam ochotę już odłożyć to z powrotem na półkę, jednak jako rękodzielnik zaczęłam dostrzegać możliwości przerobienia tego przedmiotu w coś naprawdę ciekawego i ładnego. Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw, „coś” wylądował w koszyki i ruszyłam do kasy.

Po powrocie do domu chwyciłam za nożyczki, klej, zestaw ozdobnych kartek i wzięłam się do roboty. Nie minęła godzina, a ja trzymałam w rękach mój własny spersonalizowany planner.

page (2)

Zasada jest prosta: trochę cierpliwości oraz dokładności i można stworzyć coś naprawdę fajnego. To co mnie od razu się spodobało w pierwotnej wersji, to była okładka, która skutecznie zabezpiecza przed niszczeniem plannera. Bez większych dylematów wybrałam wzór na okładkę, a następnie (dla kontrastu) środka w kolorze morskim w białe kropki. Oczywiście nie mogło zabraknąć zminiaturyzowanej wersji kalendarza i miejsca, gdzie mogłam przykleić karteczkę z aktualnym planem zajęć.

Powiem Wam nieskromnie, że efekt spodobał mi się na tyle, że niedługo później wróciłam do tego samego chińczyka i dokupiłam dwa następne „cosie”. Dzięki czemu przez najbliższe dwa lata nie muszę się martwić o nowy organizer czy kalendarz.

_DSC1206

Przejdźmy jednak do faktów. Wspomniałam na początku, że całkowicie przerzucam się na plannery, przez co kalendarze odeszły do przeszłości w moim (aspirującym do zorganizowania) życiu.  Teraz warto byłoby wspomnieć, dlaczego właściwie organizer wygrał.

Oto 5 głównych powodów, dla których mój spersonalizowany planner okazał się bezkonkurencyjny:
1. Estetyczne wykonanie i ładny wzór – może to lekka oznaka narcyzmu, ale efekt mojej pracy spodobał mi się na tyle, że do tej pory mordka mi się cieszy na jego widok. Jeżeli zdecydujecie się na zrobienie sobie podobnego, to będziecie mogli ozdobić go w dowolny sposób i możecie być pewni, że drugiego takiego na świecie nie znajdziecie (no chyba, że zrobicie sobie podobny).

_DSC00741

2. Przejrzystość i dużo miejsca na zapiski – to było dla mnie najważniejsze, gdy decydowałam się na kupno „cosia”. Mój dotychczasowy kalendarz był dość mały i wszelkie wpisy mi się zlewały. Nie chciałam także kupować dużego egzemplarza lub nie znalazłam tego IDEALNEGO. Tutaj mam dla siebie całą stronę(na dzień) i mogę swobodnie sobie wpisać spotkanie z koleżanką, zajęcia lub czas na pracę.

_DSC00721

3.  Możecie go zacząć w dowolnym momencie roku – i tu jest bezkonkurencyjny.  Mogę sobie dowolnie ustalić, od kiedy zaczynam swój planner, wpisując dzień, miesiąc, rok w odpowiednim miejscu na górze strony oraz zaznaczając dzień tygodnia poniżej. Potem można zaplanować nadchodzące dni bez większych problemów.

_DSC00731

4. Starcza na 8 miesięcy – niektórzy mogą to uznać za minus, jednak dla mnie nim nie jest. Może dlatego, że mam perspektywę posiadania dwóch następnych. :)

5. Niski koszt – z całą pewnością wygrał tu z moimi dotychczasowymi kalendarzami, które zazwyczaj kosztowały od 15 zł w górę (musiały spełniać masę kryteriów). Ten nie kosztował więcej, niż 12 zł. (baza: 7,50 zł; kartki ozdobne: ok. 3 zł; + klej,  naklejki). Zrobiłam małe rozeznanie w internecie i nie znalazłam tego typu organizera w tej lub przybliżonej cenie (poprawcie mnie, jeżeli się mylę).

Kto wie, może Was przekonałam do wypróbowania tego typu gadżetów. Domyślam się, że prawdopodobnie tego typu „cosia” może być ciężko dorwać, ale świetną opcją jest także wydrukowanie sobie tego typu kartek, spięcie razem i zrobienie jakiejś własnej okładki. Bo to właśnie jest dla mnie bardzo ważne w typu gadżetach – mają być w 100% dopasowane do mnie. Mają być po prostu MOJE.

Bardzo serdecznie Was zachęcam do odwiedzenia strony Madama na facebooku i ich strony happy planner.
Oprócz tego bardzo Was gorąco zapraszam na moją (i Gemmy) stronę na facebooku oraz do polubienia i śledzenia naszych poczynań na Kunsztolandii.

To na dzisiaj tyle! :)

Trzymajcie się i do zobaczenia wkrótce!
Untitled