STYL ŻYCIA: 10 powodów, dla których lubię zimę

STYL ŻYCIA: 10 powodów, dla których lubię zimę

Zima to dla mnie wyjątkowy okres. Właściwie mam tu na myśli grudzień, gdy w powietrzu czuć już zbliżające się wielkimi krokami święta. Wtedy bez krępacji zakładam swoje kolczyki ze śnieżynkami, szyję otulam szalikiem w renifery, na nogi wciągam śniegowce i wyciągam z szafy najgrubszy sweter, jaki posiadam (choć obecnie takiego nie mam, nad czym ubolewam i od trzech tygodni próbuję coś upolować w sklepie). Jest zima. Mój wygląd Eskimosa jest uzasadniony.
W dzieciństwie nie wyobrażałam sobie świąt bez śniegu. No bo jak to tak?! Jak pojeżdżę na sankach? Jak ulepię bałwana? Jak Mikołaj dotrze swoimi saniami na naszą ulicę bez śniegu? Toż płozy mu się zarysują. Obecnie też lubię śnieg, jednak nie jest on dla mnie wyznacznikiem zimy. Jest? Miło. Nie ma go? Też dobrze.  Zima, w moim rozumieniu, zakłada tylko dwa stany pogodowe: albo jest śnieg, albo jest całkowicie sucho. Nie cierpię takiej chlupy, która powoduje, że dookoła jest szaro i na dodatek niszczy mi buty. To jest taki stan pośredni, a ja nie lubię stanów pośrednich. Ma być konkretnie. Przypuszczam, że pogoda na 100% musi być kobietą (co potwierdza już nawet rodzaj żeński tego słowa) – jest taka czasami niezdecydowana, że człowiek nie wie, czy ma ubierać płaszcz przeciwdeszczowy i kalosze czy buty narciarskie i kurtkę termiczną. Kobiety…
Wczoraj się intensywnie zastanawiałam, o czym będzie dzisiejszy wpis. Kolejny przepis odpadał, bo zakładając ten blog, powiedziałam sobie, że wpisy będą różnorodne i na zmianę.  Także siedziałam sobie z kubkiem gorącej herbaty w ręku, patrzyłam w ekran laptopa i rozmyślałam… O czym by tu napisać. I spojrzałam przez okno, za którym majaczył mi śnieżny krajobraz. Może mało atrakcyjny, ponieważ akurat z tego okna mam widok na szkoły, parking i straż graniczną, jednak nie zmienia faktu, że z całą pewnością jest śnieżny. Wtedy do głowy przyszedł mi pomysł. Opowiem Wam dzisiaj, dlaczego lubię zimę. :)
10 POWODÓW, DLA KTÓRYCH LUBIĘ ZIMĘ:
 
1. Święta
Już kiedyś Wam pisałam, że kocham święta. Jest to dla mnie cudowny czas i naprawdę współczuję ludziom, którzy nie czują lub nie doświadczyli świątecznej atmosfery. U mnie w rodzinie przygotowania do Wigilii zawsze są pełne uśmiechu, czułości i współpracy. Oczywiście nie może zabraknąć dogryzania sobie, co u  nas jest oznaką wielkiej miłości. :) Najbardziej lubię, gdy przygotowujemy z mamą śliżyki (twarde ciastka makowe – będzie przepis)  w weekend Mikołajkowy, z siostrą ozdabiamy pierniczki parę dni przed TYM wieczorem, zaś w samą Wigilię siadamy wszyscy razem, cała czwórka, i śpiewamy kolędy. Mój tata oczywiście akompaniuje nam na gitarze.
5
2. Planowanie prezentów
Przygotowywanie prezentów zawsze zaczynam odpowiednio wcześniej. W tym roku postanowiliśmy, że wszystkie prezenty będą made in USA, ze względu na  pobyt mojej siostry tamże. Zawsze staram się dawać prezenty praktyczne i takie, które na 99% przydadzą się obdarowanemu. Oprócz kupowania upominków, lubię też zrobić coś sama. Może to być tylko ręcznie robiona kartka, ale także cały prezent może być hand made. Uważam, że to miłe, gdy wiesz, że dostałeś coś, nad czymś ktoś się napracował i musiał się wysilić. Pomyśleć trochę dłużej, co mogłoby sprawić dużą przyjemność. No i pakowanie! To jest punkt kulminacyjny, gdy zamykam się w pokoju i pakuję prezenty dla moich najbliższych. A potem idę z taką satysfakcją i kładę pakunek pod choinką. A co! Niech ich zżera przez cały dzień ciekawość, co dostaną! :)

8

3. Herbatki zimowe
Już w listopadzie w sklepach pojawiają się zimowe herbatki. Najczęściej nazywa się je rozgrzewającymi. No logiczne – w końcu zimno na dworze. A przynajmniej powinno być na początku listopada. ;) Moim faworytem zawsze jest pomarańczowa z cynamonem i goździkami lub malina z kardamonem. Ostatnio też postanowiłam zrobić własną wersję rozgrzewającej herbaty pomarańczowej i powiem Wam, że bardzo nam smakowała. Sama byłam zaskoczona. :)
Miło jest usiąść na spokojnie z ulubionym kubkiem ulubionej herbaty zimowej i móc nic nie robić.
4
4. Świeczki o zapachu świątecznym
Ogólnie bardzo lubię świeczki, dlatego cieszy mnie zawsze, gdy w pewnym momencie pojawiają się te pachnące świętami. Zazwyczaj kupuję pomarańczowe (no coś mam z tym cytrusem), jednak w tym okresie częściej jestem skłonna włożyć do koszyka sklepowego tę, która pachnie jabłkiem i cynamonem. Skoro moje mieszkanie nie może cały czas pachnieć pieczonymi ciasteczkami, to chociaż niech to będzie pieczone jabłuszko. :)

5. Pieczenie ciasteczek

A propo ciasteczek. Jest to punkt obowiązkowy w zimowym czasie. Robimy tu zawsze najróżniejsze wypieki. Mogą być korzenne, pierniczki, kruche, maślane lub dmuchane. Po prostu muszą być i basta! Nie wyobrażam sobie zimy bez śliżyków mojej mamy. Poza tym uwielbiam ten zapach i ciepło, które rozchodzą się wtedy po mieszkaniu. Aż chce się zostać w kuchni.
9
6. Ciepłe swetry
Kocham swetry i gdyby nie pewne ograniczenia, to bym je nosiła cały rok. Najlepiej długie, nierozpinane i w jakieś skandynawskie wzory. Mój sweter idealny. Niestety, obecnie nie mam takiego, nad czym ogromnie ubolewam. Szukam i szukam po sklepach, jednak mam wrażenie, że te wymarzone, specjalnie się przede mną chowają. Złośliwe, prawda?
7. Kontrasty kolorystyczne
Dokładnie, zimą bardzo często zauważam kontrasty kolorystyczne. Najbardziej, gdy zawieszą już ozdoby na lampach miejskich lub witrynach sklepowych. Wiecie, wszechogarniająca biel, a tu nagle czerwień, zieleń i złoto. Oczywiście, nie tylko tutaj można zauważyć kontrast. Przyjrzyjcie się ludziom, mijających Was na ulicy. Większość z nich rzeczywiście będzie miała czarne płaszcze i ciemne dodatki. Zdarzy się jednak osoba, która przejdzie obok w fikuśnej kolorowej czapce lub żółtym płaszczu, który będzie wspaniale odznaczał się na tle śnieżnego puchu. Dzisiaj też zauważyłam miły kontrast, gdy wyjrzałam przez kuchenne okno, a w dole jarzębina ze swoimi czerwonymi owockami kontrastowała z białym trawnikiem.
2
8. Siedzenie pod kocem, gdy za oknem hula śnieżyca
To chyba mówi samo za siebie. Nie ma nic lepszego, niż świadomość, że za oknem świat zamienił się krainę lodu, a ty nie musisz nigdzie wychodzić, tylko siedzisz pod kocykiem, oglądając film lub czytając książkę.
1
9. Brak upałów
Tak, dokładnie. Lubię zimę za to, że jest zimno. Nie lubię upałów. Gdy jest Ci zimno, to nakładasz kolejny sweter lub pijesz rozgrzewającego grzańca. Gdy jest Ci gorąco, to możesz pić dużo wody, schować się w cień, jednak i tak jest Ci duszno, a rozebrać się możesz tylko do pewnego momentu. No przecież nie wyjdziesz nago do miasta! Zima pod tym względem wygrywa u mnie z latem. Jestem zimnolubna.
10. Śnieg!
W niemal większości punktów pojawił się motyw śniegu. I mimo, jak już Wam wspominałam, że nie jest to dla mnie obowiązkowy wyznacznik zimy, to jednak miło, gdy już się pojawi. Jakoś wtedy jest weselej. Zwłaszcza przed samymi świętami. To chyba wspomnienia z dzieciństwa i chwile spędzone na podwórku, tarzając się w śniegu,, mają wpływ na ten stan. Dzisiaj, będąc już dorosłą (przynajmniej formalnie, w świetle prawa), staram się sobie tłumaczyć, że śnieg jest niepraktyczny – ślisko jest, osadza się na okularach, a gdy zaczyna się topić, to robi się jedna wielka chlupa. Mimo wszystko jednak, gdy już zobaczę pierwsze płatki śnieżne za oknem, to cieszę się jak mała dziewczynka, która zaraz wyjdzie pojeździć na sankach.
3

A Wy? Lubicie zimę?
Trzymajcie się!
JL