Czy można się za bardzo starać?

Czy można się za bardzo starać?
To pytanie dopada mnie od czasu do czasu i zawsze mam problem z odpowiedzią na nie. Jest to o tyle dziwne, że za każdym razem wydaje mi się, że uporałam się z tą kwestią i temat jest zakończony.
Jak widać – niekoniecznie…
Czy kiedykolwiek odniosłeś wrażenie, że tylko Ty się starasz? Robiłeś wszystko, byleby tylko podtrzymać kontakt z kimś, a tymczasem nie chciałeś dostrzegać faktu, że nie ma reakcji zwrotnej? Dlaczego mimo wszelkich racjonalnych argumentów, wciąż nie mogłeś odpuścić i zobaczyć, czy ta druga osoba wykona swój ruch? Przypuszczam, że chociaż raz spotkało to i Ciebie. Pamiętasz, jakie uczucia Ci wtedy towarzyszyły? Smutek, złość, irytacja, bezradność?
Ja pamiętam dokładnie, co czułam w takich sytuacjach, a zdarzały mi się one (niestety) nie raz. Z początku przemożna potrzeba, by uszczęśliwić daną osobę za wszelką cenę. Dostosowywałam się do niej za każdym razem, jednocześnie zapominając o sobie. W pewnym momencie dostrzegałam, że odbiorca moich dobrych chęci przyjmuje moje starania z obojętnością. Mimo tego starałam się dać z siebie jeszcze więcej, sprawiając, że moja sfera osobista kurczyła się do całkowitego minimum. Jednak i to nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Fakt pozostał faktem: starałam się za bardzo dla kogoś, kto nie zamierzał się starać dla mnie.
Psychologia to ciekawa sprawa, która w większości przypadków pomaga zrozumieć, co się dzieje. W opisanej przeze mnie sytuacji nie chodzi tylko o zbytnie staranie się w związku, ale ogólnie w relacjach międzyludzkich. Gdy osoba za wszelką cenę stara się stać Matką Polką i uszczęśliwiać wszystkich dookoła, dopasowywać się do nich, służyć ramieniem, by mogli się zawsze wypłakać. Być ostoją, do której każdy może przyjść, przelać wszystkie swoje problemy oraz żale i odejść z lekkim sercem. Czekać i być w gotowości, bo ktoś może przyjść z jakąś sprawą, po czym znika na długie miesiące i nie odezwie się ani słowem. Do następnej sprawy.
Syndrom Matki Polki najczęściej świadczy o niskiej samoocenie, która prowadzi do przemożnej potrzeby utrzymania kontaktów społecznych za wszelką cenę. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – czy na pewno warto? Najadłam się wielu nerwów i wielokrotnie chodziłam smutna (głównie w czasach szkolnych), ponieważ koleżanka się do mnie nie odezwała lub chłopak, który mi się podobał odpychał mnie. Teraz, po tylu latach próby podbudowania własnej samooceny (bardzo w tym pomogła mi zmiana otoczenia i wizerunku) wiem i jestem w 100% przekonana, że nie warto. Po co starać się o kogoś, komu na Tobie nie zależy. Po co masz go dopieszczać i spełniać wszystkie zachcianki, skoro ta druga osoba nie była by skłonna zrobić tego samego dla Ciebie. Nie jest to warte ceny, jaką takie zachowanie za sobą ciągnie. A co jest bardziej wartościowego na od naszego zdrowia psychicznego?
Wierzcie mi, bardzo długo zajęło mi zrozumienie tego. ;) Niektórzy do pewnych spraw dojrzewają troszkę dłużej. Wpis bardzo refleksyjny, który chodził mi po głowie już od dłuższego czasu. Podsumować go mogę w dwóch zdaniach. Czasami warto powstrzymać się na chwilę, by móc zobaczyć sprawę z innej perspektywy. Poczekać i zobaczyć jak się rozwinie sytuacja. Jeżeli druga osoba nie zmieni swojego zachowania… No cóż. W takim razie nie ma co się starać. Lepiej poświęcić czas i starania na zajęcie się samym sobą. Trochę egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. A nawet jest wskazane.
Trzymajcie się,
Koneserka Czekolad